I believe I can fly… – Sardynia cz. I.

Na Sardynię wybraliśmy się na początku tego roku i prognozy pogody obiecywały nam około 20 stopni na plusie w Cagliari – stolicy tej włoskiej wyspy. W Polsce był oczywiście środek zimy i jeśli też miewacie jej serdecznie dość, to pewnie rozumiecie, jak bardzo się cieszyłam na tę zmianę klimatu. W Polsce nic tylko marznięcie, brnięcie przez śnieg albo pośniegową breję i oskrobywanie auta ze szronu, a na Sardynii miało być tak pięknie. Zapakowałam wiosenną kurtkę, trampki, cienkie bluzki. A tymczasem…

Czytaj dalej I believe I can fly… – Sardynia cz. I.

Na wesoło i na smutno – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. III (ost.)

Czy dla Was podróże to też czas spełniania marzeń i robienia rzeczy po raz pierwszy? Bo dla mnie zdecydowanie tak! Czasami chodzi o mniejsze sprawy, czasami o nieco większe, ale zanim do nich wszystkich przejdziemy, to opowiem Wam troszkę o Muzeum Czarnobylskim w Kijowie. I to ze względów czysto praktycznych – mamy stamtąd mnóstwo fajnych zdjęć i chciałabym ich jak najwięcej wpleść w ten wpis 🙂

Czytaj dalej Na wesoło i na smutno – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. III (ost.)

Chanel i czosnek – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. II.

Zgodnie z obietnicą, ciąg dalszy właśnie następuje 🙂 Przez chwilkę jeszcze będziemy kontynuować nasz tour de bar z poprzedniego wpisu. Przez przypadek trafiliśmy do jeszcze jednego miejsca – o wdzięcznej nazwie Czarne Prosię. W końcu reklama dźwignią handlu, a kiedy na naszej turystycznej mapie wypatrzyliśmy taką, według której mieliśmy dostać w tym barze litrowy dzban dobrego piwa gratis… Sami rozumiecie, że Grażyna, zbieraj się, idziemy! Tym bardziej, że już się przekonaliśmy, że na Ukrainie promocja to jest promocja, a nie tak, że osiem gwiazdek opisanych półmilimetrowym drukiem – ważne od 10:04 do 10:27 w trzecie środy miesiąca pod warunkiem, że poprzedniej nocy była pełnia; przysługuje przy zakupie dań o numerach od 1 do 27, z wyłączeniem od 2 do 26 i tym podobne.

Czytaj dalej Chanel i czosnek – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. II.

Ładny cukier – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. I.

Długie długie lata nie przepadałam za Bożym Narodzeniem. Tak delikatnie rzecz ujmując. Tak właściwie to dopiero w ostatnie święta udekorowałam dom z własnej woli. Wcześniej zawsze niechętnie, na wyraźną i sto razy powtarzaną prośbę Tomasza, na kilka dni wyciągałam tylko mini-choinkę i nie mogłam się doczekać, aż będę mogła znów ją zapakować w jakiś worek i ukryć w szafie. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że zimą 2017/18 przeżyję przedświąteczną gorączkę w Pradze, potem polskie święta, a na koniec jeszcze zastanie mnie prawosławne Boże Narodzenie na Ukrainie… Byłabym daleka od entuzjazmu. I teoretycznie taka byłam też w Pradze, no ale gdzieś wśród tych wszystkich świateł miasta, bożonarodzeniowych światełek, melodyjek i stoisk świątecznego jarmarku (wszystko widzieliście w tym i tym wpisie) musiała najwidoczniej gdzieś we mnie podświadomie zakiełkować radość świąt 🙂

Czytaj dalej Ładny cukier – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. I.

Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Dziś bez zbędnych wstępów zabieram się za kontynuację naszej czeskiej serii. W poprzednim wpisie skończyliśmy nasz pobyt w Kutnej Horze no i oczywiście musieliśmy wrócić do Pragi. Wybraliśmy znów pociąg i kiedy wysiedliśmy na Głównym Dworcu, przypomnieliśmy sobie o pewnej rzeczy. Na naszej okupionej licznymi (oczywiście moimi) cierpieniami pieszej wycieczce dowiedzieliśmy się, że na jednym z peronów znajdziemy figurę Nicholasa Wintona – Brytyjczyka, który uratował  tuż przed II wojną światową 669 żydowskich dzieci z terenu ówczesnej Czechosłowacji, organizując ich transport do Wielkiej Brytanii.

Czytaj dalej Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Trzeba w końcu coś ruszyć do przodu z tym blogiem, c’nie? Na rozgrzewkę – dla siebie i dla Was – tak sobie pomyślałam, że pójdziemy dziś troszkę na łatwiznę. Opowiem Wam o miejscu, które nie wymaga aż tylu słów co zwykle, mamy za to stamtąd mnóstwo zdjęć (wszystkie w tym wpisie pochodzą stamtąd). Czyli chyba bardziej je Wam pokażę 😉 A cała historia zaczęła się pewnego zimowego piątku w Pradze, kiedy to dzielnie kultywowaliśmy tradycję odbycia pieszej darmowej wycieczki po nowym mieście, mimo, że było tak zimno, że miałam wrażenie, że zamarza mi mózg. Albo, że stopy przymarzną mi do podłoża, jeśli chociaż sekundę pozostanę w jednym miejscu. Albo jeszcze, że lada chwila  z mojego cieknącego nosa będę wydmuchiwać sopelki. You get the idea. Z bliżej nieznanych mi przyczyn niczym masochistka trwałam na tej wycieczce i jeszcze z bolącym gardłem przekrzykiwałam tłum, żeby cośtam przetłumaczyć z angielskiego moim towarzyszom niedoli.

Czytaj dalej Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.

OSTRZEŻENIE: Wpis zawiera opowieści dziwnej treści i stosunkowo niewielką ilość informacji o Pradze, ale za to magiczne zdjęcia niespecjalnie związane z tekstem. Tak więc, jeśli stwierdzicie, że nie dacie rady czytać moich dzisiejszych wynurzeń, to zostańcie chociaż pooglądać obrazki 😉

♥♥♥

Skoro można wyjść po angielsku, to może da się w ten sam sposób wrócić, żeby nikt nawet nie zauważył, że (i jak długo) nas nie było. Swoją drogą, Francuzi też wychodzą po angielsku, ale już Anglicy ,,odwdzięczają się” im za to wychodząc po francusku (French leave). A Niemcy wychodzą po… polsku. Trochę podobnie było z kiłą, której nazewnictwo ujawnia, jaką kiedyś opinię miały o sobie różne narody. W Anglii znana jako choroba francuska (French disease), u nas tak samo, wymiennie z pochodną francą; we Francji była – jak już się pewnie domyślacie – chorobą angielską. No i oczywiście jest też miejsce, gdzie była zwana chorobą polską. Rosja. Wybaczcie dygresję językową, to trochę zboczenie zawodowe, a trochę próba odwrócenia Waszej uwagi od mojego powrotu po angielsku 😉

Czytaj dalej Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.

Rzeczy ważne i ważniejsze – Izrael cz. VI (ost.)

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to być może widzieliście mój ostatni post o prokrastynacji i szukaniu wymówek. Wczoraj wymówki znalazły mnie same. Dokładnie w momencie, kiedy otworzyłam laptop, żeby zacząć pracę nad tym wpisem, sąsiad za ścianą zaczął coś wiercić, a wiercenie to dla mnie jeden z najbardziej uniemożliwiających skupienie się odgłosów. Ale postanowiłam, że się nie dam! Kliku kliku, jestem już na stronie administatora bloga i okazuje się, że… za cholerę nie mogę się zalogować. To dopiero były chwile grozy! A dokładniej to dobra godzina grozy i dziwnych, rozpaczliwych zabiegów, zanim udało mi się tu wejść. No ale w końcu jestem! Wstępny plan jest taki: mało tekstu, dużo zdjęć i w końcu zakończenie mojej opowieści o Izraelu. I tradycyjnie – zobaczymy, jak wyjdzie mi jego realizacja 😉

Czytaj dalej Rzeczy ważne i ważniejsze – Izrael cz. VI (ost.)

Iz-real, a może nie? (cz. V)

Wiecie, z czego się strasznie cieszę, jeśli chodzi o nasz wyjazd do Izraela? Z tego, że zdążyliśmy tam pojechać, zanim wokół tego kraju zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Nie znam się na polityce, ale pamiętacie pewnie, jak pan Trump z jakiegoś powodu stwierdził, że Izrael to też jego sprawa i że trochę się powtrąca. W efekcie jego działań bezpieczeństwo podróży do tego kraju, a już szczególnie do Jerozolimy, na jakiś czas stanęło pod znakiem zapytania. Po jakimś czasie okazało się, że Donald nie wywołał wojny domowej, ani sąsiedzkiej, ale na kolejne opowieści dziwnej treści nie trzeba było długo czekać. Pod koniec lutego tego roku na kilka dni zamknięto dla zwiedzających… Bazylikę Bożego Grobu. Nigdy wcześniej podobno się to nie zdarzyło, a teraz? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tym razem nie było niestety inaczej.

Czytaj dalej Iz-real, a może nie? (cz. V)

Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Czasem ktoś pyta mnie, jak ogarniam codzienne życie przy dużej ilości wyjazdów. Cała tajemnica tkwi w tym, że… kompletnie nie ogarniam. Teraz w półtora tygodnia próbuję zrobić wszystko to, co powinno być zrobione przez ostatnie 3 tygodnie i jeszcze kawałek następnego. Średnio realne. Z czymś zawsze jestem do tyłu i jakoś dziwnym trafem zwykle pada na blog, który przegrywa z innymi obowiązkami. A potem mi wstyd, że znów była duża przerwa we wpisach i znów przepraszam i się tłumaczę. W ,,Trudnych sprawach” daliby mi podpis w stylu: Anna, 26, nie ogarnia, bo dużo wyjeżdża. No ale to by było na tyle moich problemów pierwszego świata. Pora na kontynuację poprzedniego wpisu!

Czytaj dalej Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.