Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Trzeba w końcu coś ruszyć do przodu z tym blogiem, c’nie? Na rozgrzewkę – dla siebie i dla Was – tak sobie pomyślałam, że pójdziemy dziś troszkę na łatwiznę. Opowiem Wam o miejscu, które nie wymaga aż tylu słów co zwykle, mamy za to stamtąd mnóstwo zdjęć (wszystkie w tym wpisie pochodzą stamtąd). Czyli chyba bardziej je Wam pokażę 😉 A cała historia zaczęła się pewnego zimowego piątku w Pradze, kiedy to dzielnie kultywowaliśmy tradycję odbycia pieszej darmowej wycieczki po nowym mieście, mimo, że było tak zimno, że miałam wrażenie, że zamarza mi mózg. Albo, że stopy przymarzną mi do podłoża, jeśli chociaż sekundę pozostanę w jednym miejscu. Albo jeszcze, że lada chwila  z mojego cieknącego nosa będę wydmuchiwać sopelki. You get the idea. Z bliżej nieznanych mi przyczyn niczym masochistka trwałam na tej wycieczce i jeszcze z bolącym gardłem przekrzykiwałam tłum, żeby cośtam przetłumaczyć z angielskiego moim towarzyszom niedoli.

Czytaj dalej Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.

OSTRZEŻENIE: Wpis zawiera opowieści dziwnej treści i stosunkowo niewielką ilość informacji o Pradze, ale za to magiczne zdjęcia niespecjalnie związane z tekstem. Tak więc, jeśli stwierdzicie, że nie dacie rady czytać moich dzisiejszych wynurzeń, to zostańcie chociaż pooglądać obrazki 😉

♥♥♥

Skoro można wyjść po angielsku, to może da się w ten sam sposób wrócić, żeby nikt nawet nie zauważył, że (i jak długo) nas nie było. Swoją drogą, Francuzi też wychodzą po angielsku, ale już Anglicy ,,odwdzięczają się” im za to wychodząc po francusku (French leave). A Niemcy wychodzą po… polsku. Trochę podobnie było z kiłą, której nazewnictwo ujawnia, jaką kiedyś opinię miały o sobie różne narody. W Anglii znana jako choroba francuska (French disease), u nas tak samo, wymiennie z pochodną francą; we Francji była – jak już się pewnie domyślacie – chorobą angielską. No i oczywiście jest też miejsce, gdzie była zwana chorobą polską. Rosja. Wybaczcie dygresję językową, to trochę zboczenie zawodowe, a trochę próba odwrócenia Waszej uwagi od mojego powrotu po angielsku 😉

Czytaj dalej Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.

Rzeczy ważne i ważniejsze – Izrael cz. VI (ost.)

Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie, to być może widzieliście mój ostatni post o prokrastynacji i szukaniu wymówek. Wczoraj wymówki znalazły mnie same. Dokładnie w momencie, kiedy otworzyłam laptop, żeby zacząć pracę nad tym wpisem, sąsiad za ścianą zaczął coś wiercić, a wiercenie to dla mnie jeden z najbardziej uniemożliwiających skupienie się odgłosów. Ale postanowiłam, że się nie dam! Kliku kliku, jestem już na stronie administatora bloga i okazuje się, że… za cholerę nie mogę się zalogować. To dopiero były chwile grozy! A dokładniej to dobra godzina grozy i dziwnych, rozpaczliwych zabiegów, zanim udało mi się tu wejść. No ale w końcu jestem! Wstępny plan jest taki: mało tekstu, dużo zdjęć i w końcu zakończenie mojej opowieści o Izraelu. I tradycyjnie – zobaczymy, jak wyjdzie mi jego realizacja 😉

Czytaj dalej Rzeczy ważne i ważniejsze – Izrael cz. VI (ost.)

Iz-real, a może nie? (cz. V)

Wiecie, z czego się strasznie cieszę, jeśli chodzi o nasz wyjazd do Izraela? Z tego, że zdążyliśmy tam pojechać, zanim wokół tego kraju zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Nie znam się na polityce, ale pamiętacie pewnie, jak pan Trump z jakiegoś powodu stwierdził, że Izrael to też jego sprawa i że trochę się powtrąca. W efekcie jego działań bezpieczeństwo podróży do tego kraju, a już szczególnie do Jerozolimy, na jakiś czas stanęło pod znakiem zapytania. Po jakimś czasie okazało się, że Donald nie wywołał wojny domowej, ani sąsiedzkiej, ale na kolejne opowieści dziwnej treści nie trzeba było długo czekać. Pod koniec lutego tego roku na kilka dni zamknięto dla zwiedzających… Bazylikę Bożego Grobu. Nigdy wcześniej podobno się to nie zdarzyło, a teraz? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Tym razem nie było niestety inaczej.

Czytaj dalej Iz-real, a może nie? (cz. V)

Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Czasem ktoś pyta mnie, jak ogarniam codzienne życie przy dużej ilości wyjazdów. Cała tajemnica tkwi w tym, że… kompletnie nie ogarniam. Teraz w półtora tygodnia próbuję zrobić wszystko to, co powinno być zrobione przez ostatnie 3 tygodnie i jeszcze kawałek następnego. Średnio realne. Z czymś zawsze jestem do tyłu i jakoś dziwnym trafem zwykle pada na blog, który przegrywa z innymi obowiązkami. A potem mi wstyd, że znów była duża przerwa we wpisach i znów przepraszam i się tłumaczę. W ,,Trudnych sprawach” daliby mi podpis w stylu: Anna, 26, nie ogarnia, bo dużo wyjeżdża. No ale to by było na tyle moich problemów pierwszego świata. Pora na kontynuację poprzedniego wpisu!

Czytaj dalej Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Nielegalnie pozyskane materiały – Izrael cz. III.

Tomasz wyraził ostatnio swoje oburzenie faktem, że napisałam już 2 wpisy o Izraelu, a tak właściwie nic o tym, co tam zwiedziliśmy. Trochę chłop ma rację i dlatego dziś postaram się troszkę to nadrobić i opowiedzieć Wam o Yad Vashem. No ale z drugiej strony wyznaję zasadę, którą pięknie ubrał w słowa przewodnik naszej pieszej wycieczki po jerozolimskim starym mieście – historie są ważniejsze niż fakty. Myślę dokładnie tak samo – jeśli ktoś szuka top 10 rzeczy wartych zobaczenia gdzieś, to bez problemu je sobie wygoogluje. No i po co to powielać? Nie chcę być wynikiem numer 157 w wyszukiwarce; kimś, kto napisał dokładnie to samo, co poprzednie 156 osób. Chcę Wam opowiadać historie z naszych podróży i niesamowicie się cieszę, kiedy je czytacie! U mnie są przynajmniej za darmo-darmo, bo nasza ,,darmowa” piesza wycieczka miała sugerowany napiwek od osoby w okolicy 50 zł. A my nadal z Polski, majfrend i nadal niebogaci 😉

Czytaj dalej Nielegalnie pozyskane materiały – Izrael cz. III.

Najdrożej i najgorzej – Izrael cz. II.

Osoby obserwujące mnie na Instagramie być może już zauważyły na jednym zdjęć z Izraela wielbłąda – mistrza drugiego planu. Tak więc wydało się nieco przedwcześnie, że wielbłąd był. Ale nie na pustyni, jak w moich wyobrażeniach i nie jako środek transportu, a na Górze Oliwnej, jako atrakcja do turystów. Był śliczny, ale nie poszłam go pogłaskać i nie zrobiłam sobie z nim żadnego zdjęcia, a te, które mamy robiliśmy z zoomem z pewnej odległości. A to wszystko z bardzo prostego powodu. Opiekunem wielbłąda był typowy, natrętny arabski handlarz. Gdybyśmy otwarcie wykazali jakiekolwiek zainteresowanie zwierzęciem, gdyby wyrwał mi się chociaż jeden charakterystyczny dla mnie pisk, którego treści można się domyśleć nawet nie mówiąc po polsku, bo byłoby to jakieś ,,aaaaa…. Tomasz, patrz, jaki wielbłąd” połączone z energicznym zmierzaniem w kierunku obiektu mojego zachwytu…

Czytaj dalej Najdrożej i najgorzej – Izrael cz. II.

O czym (jeszcze) nie piszę – Izrael cz. I.

Na początku chciałam Was serdecznie przeprosić za to, że nie dotrzymałam obietnicy. Ten wpis miał się pojawić znacznie wcześniej, ale poprzedni tydzień był taki, że hello darkness my old friend i że zrobienie czegokolwiek ponad niezbędne minimum kompletnie mnie przerastało. Myślę, że mniej więcej sobie wyobrażacie, szczególnie jeśli sami czujecie się czasem podobnie. Ale po takim okresie może być już tylko lepiej, prawda? I już tradycyjnie proszę Was o potraktowanie w większości randomowych zdjęć jako sposobu na wczucie się w klimat Izraela – w tytule również zawarłam kraj ogólnie, bo wylądowaliśmy w Tel Avivie, przebywaliśmy głównie w Jerozolimie, ale wybraliśmy się też do Betlejem. W kolejnych wpisach na pewno zdjęcia będą już bardziej związane z treścią.

Czytaj dalej O czym (jeszcze) nie piszę – Izrael cz. I.

Nie jaram się Mickiewiczem – Wilno cz. III.

Gdyby ktoś obawiał się, że planuję opisać nasz pobyt w Wilnie nie wspominając o Ostrej Bramie, to już nie musi się bać! Z jednej strony to chyba najbardziej oczywisty punkt wizyty w stolicy Litwy – szczególnie dla nas, Polaków, dla których przez długie długie lata program nauki języka polskiego przewidywał wyuczenie się na pamięć Inwokacji do Pana Tadeusza. (Może nadal przewiduje?) A ta – lub jej strzępki – bardzo wielu z nas zostały w głowie i gdyby nie ona, to być może nawet nie skierowalibyśmy myśli w kierunku Panny świętej, co w Ostrej świeci Bramie. I tym sposobem Matka Boska Ostrobramska cieszy się w naszym kraju popularnością porównywalną chyba tylko z Matką Boską Częstochowską, a wiele osób uważa oba obrazy za cudowne.

Czytaj dalej Nie jaram się Mickiewiczem – Wilno cz. III.

Jak rozpętałam III wojnę światową – Wilno cz. II.

Przed wyjazdem na Litwę bardzo wzięłam sobie do serca jedną radę z forów internetowych – żeby pod żadnym pozorem nie odzywać się do nikogo jako pierwsza po polsku. Jestem człowiekiem, który zawsze coś palnie, więc pracowicie wbijałam sobie tę zasadę do głowy – autor posta sugerował, że takie zachowanie może zostać bardzo źle odebrane – jako próba okazania wyższości – i wywołać nawet agresję. Podobno wspomnienia polsko-litewskiego konfliktu o wileńszczyznę są tam nadal żywe – dział się on tuż po I wojnie światowej, a w jego następstwie Wilno (w obrębie województwa wileńskiego) było częścią Polski w latach 1922-39. Potem (aż do 1991) byli w ZSRR, czyli z deszczu pod rynnę…

Czytaj dalej Jak rozpętałam III wojnę światową – Wilno cz. II.