Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Nasze ostatnie wspólne chwile w Budapeszcie zacznę od moich ulubionych miejsc w tym mieście. Pierwszym jest zdecydowanie położona na Dunaju wyspa Małgorzaty (znana też pod nazwami Margit, Margitsziget, Margaret Island). Jest niespodziewanie duża – ma aż 2,5 km długości i nawet do 500 m szerokości. Zaskakująca też jest jej funkcja – to świetnie zagospodarowane tereny rekreacyjne, gdzie mnóstwo ludzi spaceruje, biega, jeździ śmiesznymi roweropodobnymi pojazdami albo po prostu odpoczywa.

Czytaj dalej Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Lepsza połówka – Budapeszt cz. III.

Tomasz śpieszy z wyjaśnieniem – jeśli znów pojedziemy do Budapesztu, a nasz hotel będzie w takiej cenie, jak ostatnio, to zdecydowanie zatrzymamy się tam znów. Ja z kolei nie śpieszyłam się z tym wpisem – wiem i biję się w pierś. Gdzie byłam, jak mnie nie było? W Warszawie, Bratysławie i Wiedniu. Wróciłam nie tylko zmęczona, ale i z ogromnym mętlikiem w głowie. Bratysława obudziła we mnie tak silne uczucia, że ciężko było mi się zabrać za kontyuację budapesztańskiej serii. Naprawdę! Czy pozytywne, czy negatywne, to zdradzę za jakiś czas. A tymczasem wróćmy do Budapesztu!

Czytaj dalej Lepsza połówka – Budapeszt cz. III.

Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Jakiś czas temu, kiedy jechaliśmy Polskim Busem na trasie Kielce-Kraków, podsłuchiwałam troszkę dwójkę młodych ludzi, którzy jechali tym autobusem docelowo do Budapesztu. Chłopak czytał dziewczynie na głos fragmenty przewodnika po tym mieście. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że my również za kilka miesięcy wybierzemy się na Węgry. Ale nie byłam też świadoma wielu faktów o Budapeszcie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że powstał on z połączenia kilku miast, z których najważniejszymi były położone na przeciwnych brzegach Dunaju Buda i Peszt. Potem szybko dowiedziałam się, że Buda to ta lepsza, Peszt – ten gorszy. Czy naprawdę tak jest?

Czytaj dalej Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Krew, pot, ból, łzy, zoo i termy – Budapeszt cz. I.

Na pewno już domyśliliście się, że nasze wyjazdy są dość intensywne i niewiele mają wspólnego z bezczynnym leżeniem gdziekolwiek. W każdym miejscu spędzamy zaledwie kilka dni i zawsze chcemy zobaczyć i zrobić jak najwięcej. Dzień, w którym nie przejdziemy pieszo kilkunastu kilometrów to dzień stracony. Zwykle wracam wykończona fizycznie i niewyspana, ale w Budapeszcie to już zdecydowanie przegięliśmy. Ostatniego wieczora śmiałam się przez łzy, bo zestaw nieszczęść, które mnie dotknęły był naprawdę tragikomiczny.

Czytaj dalej Krew, pot, ból, łzy, zoo i termy – Budapeszt cz. I.