Rzucam na stół znowu setkę, tak jak Monte Carlo – Monako cz. II.

Podróże kształcą. Można na przykład na własnej skórze się przekonać, o co chodzi we fragmencie tej piosenki (Bob One x Bas Tajpan – Jakby już nie miało być jutra), który postanowiłam wykorzystać jako tytuł.  Alternatywny brzmiałby: jak zostałam hazardzistką? Otóż, zostałam nią oczywiście w Monte Carlo – dzielnicy Monako słynącej z wyścigów Formuły 1 oraz kasyn. Ale ja i kasyno?! Jestem (byłam?) tak zagorzałą przeciwniczką hazardu pod każdą postacią, że przez ponad 26 lat mojego życia moja noga ani razu nie przestąpiła progu takiego miejsca. I nie sądziłam, że się to zmieni w Monako. Przecież tamtejsze kasyna można sobie obejrzeć z zewnątrz, po co grać? A w moich trampkach z Myszką Miki i tak mnie nie wpuszczą, prawda?

Czytaj dalej Rzucam na stół znowu setkę, tak jak Monte Carlo – Monako cz. II.

Takie nie wiadomo co… – Monako cz. I.

Od dawna marzyłam o odwiedzeniu Monako. Ale to było takie marzenie, do którego miałam ambiwalentny (zawsze chciałam użyć tego słowa!) stosunek. Z jednej strony, Monako jest owiane aurą takiego je-ne-sais-quoi (=nie wiem czego, to wyrażenie też zawsze chciałam wykorzystać!). No wiecie, że niby panuje tam wszechobecny luksus, a całe księstwo jest niedostępne, tajemnicze i ekskluzywne – po prostu nie wydawało się miejscem dla kogoś takiego, jak ja. Wyobrażałam sobie, że życie tam wygląda mniej więcej tak, jak to, co udało nam się uchwycić na zdjęciach poniżej – Prada, Lamborghini, piękni ludzie, luksusowe hotele i ich umundurowani parkingowi.

Czytaj dalej Takie nie wiadomo co… – Monako cz. I.