Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Dziś bez zbędnych wstępów zabieram się za kontynuację naszej czeskiej serii. W poprzednim wpisie skończyliśmy nasz pobyt w Kutnej Horze no i oczywiście musieliśmy wrócić do Pragi. Wybraliśmy znów pociąg i kiedy wysiedliśmy na Głównym Dworcu, przypomnieliśmy sobie o pewnej rzeczy. Na naszej okupionej licznymi (oczywiście moimi) cierpieniami pieszej wycieczce dowiedzieliśmy się, że na jednym z peronów znajdziemy figurę Nicholasa Wintona – Brytyjczyka, który uratował  tuż przed II wojną światową 669 żydowskich dzieci z terenu ówczesnej Czechosłowacji, organizując ich transport do Wielkiej Brytanii.

Czytaj dalej Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Trzeba w końcu coś ruszyć do przodu z tym blogiem, c’nie? Na rozgrzewkę – dla siebie i dla Was – tak sobie pomyślałam, że pójdziemy dziś troszkę na łatwiznę. Opowiem Wam o miejscu, które nie wymaga aż tylu słów co zwykle, mamy za to stamtąd mnóstwo zdjęć (wszystkie w tym wpisie pochodzą stamtąd). Czyli chyba bardziej je Wam pokażę 😉 A cała historia zaczęła się pewnego zimowego piątku w Pradze, kiedy to dzielnie kultywowaliśmy tradycję odbycia pieszej darmowej wycieczki po nowym mieście, mimo, że było tak zimno, że miałam wrażenie, że zamarza mi mózg. Albo, że stopy przymarzną mi do podłoża, jeśli chociaż sekundę pozostanę w jednym miejscu. Albo jeszcze, że lada chwila  z mojego cieknącego nosa będę wydmuchiwać sopelki. You get the idea. Z bliżej nieznanych mi przyczyn niczym masochistka trwałam na tej wycieczce i jeszcze z bolącym gardłem przekrzykiwałam tłum, żeby cośtam przetłumaczyć z angielskiego moim towarzyszom niedoli.

Czytaj dalej Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.

OSTRZEŻENIE: Wpis zawiera opowieści dziwnej treści i stosunkowo niewielką ilość informacji o Pradze, ale za to magiczne zdjęcia niespecjalnie związane z tekstem. Tak więc, jeśli stwierdzicie, że nie dacie rady czytać moich dzisiejszych wynurzeń, to zostańcie chociaż pooglądać obrazki 😉

♥♥♥

Skoro można wyjść po angielsku, to może da się w ten sam sposób wrócić, żeby nikt nawet nie zauważył, że (i jak długo) nas nie było. Swoją drogą, Francuzi też wychodzą po angielsku, ale już Anglicy ,,odwdzięczają się” im za to wychodząc po francusku (French leave). A Niemcy wychodzą po… polsku. Trochę podobnie było z kiłą, której nazewnictwo ujawnia, jaką kiedyś opinię miały o sobie różne narody. W Anglii znana jako choroba francuska (French disease), u nas tak samo, wymiennie z pochodną francą; we Francji była – jak już się pewnie domyślacie – chorobą angielską. No i oczywiście jest też miejsce, gdzie była zwana chorobą polską. Rosja. Wybaczcie dygresję językową, to trochę zboczenie zawodowe, a trochę próba odwrócenia Waszej uwagi od mojego powrotu po angielsku 😉

Czytaj dalej Tam dom mój, gdzie łóżko moje – Praga cz. I.