Primark!!! – Liverpool cz. III.

Nie zna szału zakupów ten, kto nie był w sklepie Primark – tak pisała w swoim artykule Katarzyna Pachelska dla Dziennika Zachodniego. A ja kradnę jej te słowa. To naprawdę jest sklep, w którym przekraczamy próg, a w naszych oczach pojawia się obłęd. Szczególnie, jeśli tak jak w Liverpoolu mamy do dyspozycji kilka ogromnych pięter (chyba 4), z których zdecydowana większość dedykowana jest kobietom. Obiecywałam sobie zrobić w sklepie jakieś zdjęcia na bloga, ale weszłam i przepadłam. A potem drugi raz. Jedyne zdjęcia zawdzięczam więc Tomaszowi czekającemu na mnie cierpliwie na zewnątrz. Poczynił w tym czasie wiele ciekawych obserwacji dotyczących przechodniów, ale o tym później.

Czytaj dalej Primark!!! – Liverpool cz. III.

Za dużo do zobaczenia! – Liverpool cz. II.

Pierwszego dnia, po wizycie w informacji turystycznej w Albert Dock wytypowaliśmy trzy muzea do odwiedzenia kolejnego dnia: morskie, niewolnictwa i Liverpoolu. Wszystkie znajdowały się w obrębie portu, a dwa pierwsze nawet w jednym budynku. Ich lokalizacja wydawała się idealna. Zgodnie z dobrą brytyjską tradycją wszystkie były darmowe. Co mogło pójść nie tak na cudownym bulwarze nad rzeką Mersey? Na szczęście nie były to zdjęcia!

Czytaj dalej Za dużo do zobaczenia! – Liverpool cz. II.

Też w Anglii i też na L, czyli Liverpool cz. I.

Jak każdy prawdziwy Polak, swoje pierwsze kroki w Liverpoolu skierowałam do Primarka. Tak miał się zaczynać ten wpis. W końcu co poza tym może być ciekawego w portowym, postindustrialnym mieście? W informacji na lotnisku poza zakupem biletów na autobus miejski (£2,3/szt., auć; pewnie dlatego jechaliśmy autobusem tylko 2 razy; liczne dwupiętrowce kursowały praktycznie puste) od razu poprosiłam miłego starszego pana, żeby się ze mnie bardzo nie śmiał i pokazał mi, gdzie znajdę swoją świątynię zakupów. I tym razem przed wyjazdem niewiele wiedziałam o mieście i dlatego przez chwilkę poczułam się zagubiona, gdy okazało się, że niepozorny Liverpool może pochwalić się ogromną dzielnicą handlową. I to idealnie usytuowaną – tuż przy dworcu autobusowym Liverpool One, który miał być naszym końcowym przystankiem.

Czytaj dalej Też w Anglii i też na L, czyli Liverpool cz. I.

Lourdes – sacrum czy profanum? – cz. III.

Obok Fatimy, Lourdes to chyba najbardziej znane na świecie chrześcijańskie sanktuarium. Sądziłam, że szczególnie w okresie Wielkanocy stanie się ono centrum chrześcijańskiego świata. Po części dlatego mój wyjazd był naznaczony strachem przed atakiem terrorystycznym. Nie chciałam brać udziału w żadnym obleganym nabożeństwie. Tłum katolików w jednym miejscu? Spełnienie marzeń terrorysty! Chyba nie ja jedna tak myślałam, bo przed wejściami do sanktuarium postawiono ogromne kamienne donice, uniemożliwiające wjazd samochodem na jego teren. Tomasz zdecydował się pójść w Wielki Piątek na Drogę Krzyżową – wzięło w niej udział znacznie mniej osób, niż się spodziewaliśmy. Przypadek?

Czytaj dalej Lourdes – sacrum czy profanum? – cz. III.