Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Jakiś czas temu, kiedy jechaliśmy Polskim Busem na trasie Kielce-Kraków, podsłuchiwałam troszkę dwójkę młodych ludzi, którzy jechali tym autobusem docelowo do Budapesztu. Chłopak czytał dziewczynie na głos fragmenty przewodnika po tym mieście. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że my również za kilka miesięcy wybierzemy się na Węgry. Ale nie byłam też świadoma wielu faktów o Budapeszcie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że powstał on z połączenia kilku miast, z których najważniejszymi były położone na przeciwnych brzegach Dunaju Buda i Peszt. Potem szybko dowiedziałam się, że Buda to ta lepsza, Peszt – ten gorszy. Czy naprawdę tak jest?

Czytaj dalej Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Krew, pot, ból, łzy, zoo i termy – Budapeszt cz. I.

Na pewno już domyśliliście się, że nasze wyjazdy są dość intensywne i niewiele mają wspólnego z bezczynnym leżeniem gdziekolwiek. W każdym miejscu spędzamy zaledwie kilka dni i zawsze chcemy zobaczyć i zrobić jak najwięcej. Dzień, w którym nie przejdziemy pieszo kilkunastu kilometrów to dzień stracony. Zwykle wracam wykończona fizycznie i niewyspana, ale w Budapeszcie to już zdecydowanie przegięliśmy. Ostatniego wieczora śmiałam się przez łzy, bo zestaw nieszczęść, które mnie dotknęły był naprawdę tragikomiczny.

Czytaj dalej Krew, pot, ból, łzy, zoo i termy – Budapeszt cz. I.

Drugie pożegnanie z Liverpoolem.

Piesza wycieczka po Liverpoolu, o której wspominałam w poprzednim wpisie, pozwoliła nam dopisać kilka punktów do naszej listy miejsc do odwiedzenia. Pomogła mi też choć trochę dostrzec sens grupowego zwiedzania, którego do tej pory raczej unikaliśmy. Wiecie, jak to wygląda. Popatrzcie: z lewej muzeum, z prawej galeria sztuki, minuta na zdjęcia – każdy podnosi w górę rękę z aparatem lub smartfonem i ciężko się nawet przebić przez ten gąszcz urządzeń – idziemy dalej. Ale jeśli potraktujemy taką wycieczkę nie jako cel sam w sobie, a jako punkt wyjścia do samodzielnego bliższego poznania pokazanych na niej miejsc, to naprawdę warto.

Czytaj dalej Drugie pożegnanie z Liverpoolem.

Shopping – albo i nie – Liverpool & Manchester.

Tym razem Primark w Liverpoolu mocno mnie zawiódł. Cieszyłam się, że będzie mi łatwiej robić zakupy, bo znam już rozkład sklepu. A takiego! W ciągu dwóch miesięcy zdążyli go – może nie diametralnie – ale jednak zmienić. Jeśli chodzi o sezon letni w sklepach, to właściwie się on już powoli kończy. Stąd też z wielu modeli wykupiony był mój rozmiar. Rozpoczęły się też przeceny, co w przypadku Primarka oznacza dwie rzeczy. Po pierwsze, że możemy dorwać cuda dosłownie za funta. Ale po drugie – ogromny bałagan, nie do opanowania przez obsługę.

Czytaj dalej Shopping – albo i nie – Liverpool & Manchester.

Zamach w Manchesterze.

Zamach w Manchesterze wstrząsnął mną dość mocno. Po części dlatego, że – tak jak wspomniałam na facebooku – był to jak dotąd zamach, od którego dzielił mnie najmniejszy czas i odległość. Poza tym był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo nigdy nie wytypowałabym tego miasta jako wymarzonego celu dla terrorystów. Oni przecież lubią, gdy cały świat patrzy – i stąd Paryż czy Londyn postrzegam obecnie jako tykające bomby, które lepiej omijać. A Manchester taki niepozorny.

Czytaj dalej Zamach w Manchesterze.

Nienachalny urok Manchesteru – cz. I.

Z czym kojarzy się Manchester? Z klubem piłkarskim (United), o którym wiem mniej więcej tyle, że… istnieje. Od niedawna niestety też z zamachem terrorystycznym dokonanym po koncercie Ariany Grande. Czy to są powody, aby tam jechać? Chyba nie. A bilety national express na trasie Liverpool – Manchester po £2 (czyli taniej niż miejski bilet w tym pierwszym; do przejechania około 60 km)? Grażyna, biere! Dobra Janusz, jadymy!

Czytaj dalej Nienachalny urok Manchesteru – cz. I.