Taki porządny, że aż strach – Wiedeń.

Zanim moja noga postanęła na słowackiej ziemi, wyjazd do Wiednia jawił mi się jako jasny punkt wśród zanudzania się na śmierć w Bratysławie. Że bardzo się pomyliłam w swoich wyobrażeniach o stolicy Słowacji – to już wiecie. W tym wpisie przekonacie się, czy co do Wiednia miałam rację 🙂

Czytaj dalej Taki porządny, że aż strach – Wiedeń.

I jak tu nie kochać Słowacji? – Bratysława cz. IV (ost.)

I tak oto prawie na koniec zostały nam dwie najważniejsze atrakcje Bratysławy. Po pierwsze, zamek bratysławski, który być może dostrzegliście już gdzieś na zdjęciach w poprzednich wpisach – podobnie jak most SNP, góruje on nad miastem. Słowacy śmieją się, że wygląda trochę jak obrócony do góry nogami stół, ale mi się całkiem podobał. Szczególnie, kiedy późno w nocy wracaliśmy autobusem z Wiednia i najpierw widać było skrzący się Dunaj, a potem w górze pięknie oświetlony zamek. Na rzece jest hotel na barce i stamtąd to dopiero są widoki – te niestety widziałam tylko na zdjęciach.

Czytaj dalej I jak tu nie kochać Słowacji? – Bratysława cz. IV (ost.)

Mała, ale wariatka – Bratysława cz. III.

Słowacja to niewielki kraj – powierzchniowo jest ponad sześć razy mniejsza niż Polska i na dobrą sprawę bardzo podobnie przedstawia się stosunek liczby ludności naszych krajów. Chyba. Naszych sąsiadów jest podobno prawie 5,5 miliona, nas – niemal 38,5, ale czy tylko ja mam wrażenie, że liczba Polaków jest mocno zawyżona? Tak czy siak, nie powinno chyba dziwić, że Bratysława – z około 430 tysiącami mieszkańców- jest też jedną z najmniejszych Europejskich stolic. Z tych odwiedzonych przeze mnie mniejsza była tylko maltańska Valletta, ale to co innego, bo to już nie Europa kontynentalna.

Czytaj dalej Mała, ale wariatka – Bratysława cz. III.

Piwo to nasze paliwo ;) – Bratysława cz. II.

Uwaga! Ze względu na mnogość odniesień do piwa, wpis należy czytać po godzinie 22 i/lub po ukończeniu 18 roku życia 😉

Widzieliście, jak Wizz Air promuje na swoim facebooku loty do Bratysławy? Że to tylko godzinkę jazdy od Wiednia i to właściwie Wiedeń mamy na reklamowym obrazku, a w rogu malutką czcionką napis Bratysława i symbol lotniska. Nie widziałam ani jednego wpisu zachęcającego do odwiedzenia stolicy Słowacji samej w sobie. Nawet pod którąś z takich reklam napisałam im komentarz, że w Bratysławie też jest miło, ale nie dostałam chyba żadnego lajka. Przy takim PR, nic dziwnego, że lecieliśmy na wpół pustym samolotem tychże linii. Dawno nie widziałam tak małej ilości pasażerów.

Czytaj dalej Piwo to nasze paliwo 😉 – Bratysława cz. II.

Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! ;)

Wiecie, co kiedyś w nerwach powiedziałam do Tomasza? Że wyjazdu do Bratysławy mogłoby jak dla mnie równie dobrze nie być. I naprawdę tak myślałam w tamtym momencie. Że jadę do smutnego, szarego i brzydkiego postkomunistycznego miasta. Że po sam horyzont widać bloki z wielkiej płyty, a kraj jest zacofany. No właśnie – Słowacja czy Słowenia? Nawet tego nie byłam pewna bez pomocy internetu. Wiem, że moja wiedza geograficzna jest żenująca, ale pokazuje też doskonale, że aż do tego wyjazdu Bratysława była miastem, które w mojej świadomości praktycznie nie istniało.

Czytaj dalej Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! 😉

Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Nasze ostatnie wspólne chwile w Budapeszcie zacznę od moich ulubionych miejsc w tym mieście. Pierwszym jest zdecydowanie położona na Dunaju wyspa Małgorzaty (znana też pod nazwami Margit, Margitsziget, Margaret Island). Jest niespodziewanie duża – ma aż 2,5 km długości i nawet do 500 m szerokości. Zaskakująca też jest jej funkcja – to świetnie zagospodarowane tereny rekreacyjne, gdzie mnóstwo ludzi spaceruje, biega, jeździ śmiesznymi roweropodobnymi pojazdami albo po prostu odpoczywa.

Czytaj dalej Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Lepsza połówka – Budapeszt cz. III.

Tomasz śpieszy z wyjaśnieniem – jeśli znów pojedziemy do Budapesztu, a nasz hotel będzie w takiej cenie, jak ostatnio, to zdecydowanie zatrzymamy się tam znów. Ja z kolei nie śpieszyłam się z tym wpisem – wiem i biję się w pierś. Gdzie byłam, jak mnie nie było? W Warszawie, Bratysławie i Wiedniu. Wróciłam nie tylko zmęczona, ale i z ogromnym mętlikiem w głowie. Bratysława obudziła we mnie tak silne uczucia, że ciężko było mi się zabrać za kontyuację budapesztańskiej serii. Naprawdę! Czy pozytywne, czy negatywne, to zdradzę za jakiś czas. A tymczasem wróćmy do Budapesztu!

Czytaj dalej Lepsza połówka – Budapeszt cz. III.