Nielegalnie pozyskane materiały – Izrael cz. III.

Tomasz wyraził ostatnio swoje oburzenie faktem, że napisałam już 2 wpisy o Izraelu, a tak właściwie nic o tym, co tam zwiedziliśmy. Trochę chłop ma rację i dlatego dziś postaram się troszkę to nadrobić i opowiedzieć Wam o Yad Vashem. No ale z drugiej strony wyznaję zasadę, którą pięknie ubrał w słowa przewodnik naszej pieszej wycieczki po jerozolimskim starym mieście – historie są ważniejsze niż fakty. Myślę dokładnie tak samo – jeśli ktoś szuka top 10 rzeczy wartych zobaczenia gdzieś, to bez problemu je sobie wygoogluje. No i po co to powielać? Nie chcę być wynikiem numer 157 w wyszukiwarce; kimś, kto napisał dokładnie to samo, co poprzednie 156 osób. Chcę Wam opowiadać historie z naszych podróży i niesamowicie się cieszę, kiedy je czytacie! U mnie są przynajmniej za darmo-darmo, bo nasza ,,darmowa” piesza wycieczka miała sugerowany napiwek od osoby w okolicy 50 zł. A my nadal z Polski, majfrend i nadal niebogaci 😉

Czytaj dalej Nielegalnie pozyskane materiały – Izrael cz. III.

Najdrożej i najgorzej – Izrael cz. II.

Osoby obserwujące mnie na Instagramie być może już zauważyły na jednym zdjęć z Izraela wielbłąda – mistrza drugiego planu. Tak więc wydało się nieco przedwcześnie, że wielbłąd był. Ale nie na pustyni, jak w moich wyobrażeniach i nie jako środek transportu, a na Górze Oliwnej, jako atrakcja do turystów. Był śliczny, ale nie poszłam go pogłaskać i nie zrobiłam sobie z nim żadnego zdjęcia, a te, które mamy robiliśmy z zoomem z pewnej odległości. A to wszystko z bardzo prostego powodu. Opiekunem wielbłąda był typowy, natrętny arabski handlarz. Gdybyśmy otwarcie wykazali jakiekolwiek zainteresowanie zwierzęciem, gdyby wyrwał mi się chociaż jeden charakterystyczny dla mnie pisk, którego treści można się domyśleć nawet nie mówiąc po polsku, bo byłoby to jakieś ,,aaaaa…. Tomasz, patrz, jaki wielbłąd” połączone z energicznym zmierzaniem w kierunku obiektu mojego zachwytu…

Czytaj dalej Najdrożej i najgorzej – Izrael cz. II.

O czym (jeszcze) nie piszę – Izrael cz. I.

Na początku chciałam Was serdecznie przeprosić za to, że nie dotrzymałam obietnicy. Ten wpis miał się pojawić znacznie wcześniej, ale poprzedni tydzień był taki, że hello darkness my old friend i że zrobienie czegokolwiek ponad niezbędne minimum kompletnie mnie przerastało. Myślę, że mniej więcej sobie wyobrażacie, szczególnie jeśli sami czujecie się czasem podobnie. Ale po takim okresie może być już tylko lepiej, prawda? I już tradycyjnie proszę Was o potraktowanie w większości randomowych zdjęć jako sposobu na wczucie się w klimat Izraela – w tytule również zawarłam kraj ogólnie, bo wylądowaliśmy w Tel Avivie, przebywaliśmy głównie w Jerozolimie, ale wybraliśmy się też do Betlejem. W kolejnych wpisach na pewno zdjęcia będą już bardziej związane z treścią.

Czytaj dalej O czym (jeszcze) nie piszę – Izrael cz. I.