Ładny cukier – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. I.

Długie długie lata nie przepadałam za Bożym Narodzeniem. Tak delikatnie rzecz ujmując. Tak właściwie to dopiero w ostatnie święta udekorowałam dom z własnej woli. Wcześniej zawsze niechętnie, na wyraźną i sto razy powtarzaną prośbę Tomasza, na kilka dni wyciągałam tylko mini-choinkę i nie mogłam się doczekać, aż będę mogła znów ją zapakować w jakiś worek i ukryć w szafie. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że zimą 2017/18 przeżyję przedświąteczną gorączkę w Pradze, potem polskie święta, a na koniec jeszcze zastanie mnie prawosławne Boże Narodzenie na Ukrainie… Byłabym daleka od entuzjazmu. I teoretycznie taka byłam też w Pradze, no ale gdzieś wśród tych wszystkich świateł miasta, bożonarodzeniowych światełek, melodyjek i stoisk świątecznego jarmarku (wszystko widzieliście w tym i tym wpisie) musiała najwidoczniej gdzieś we mnie podświadomie zakiełkować radość świąt 🙂

Czytaj dalej Ładny cukier – Boże Narodzenie 2018 w Kijowie – cz. I.

Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Dziś bez zbędnych wstępów zabieram się za kontynuację naszej czeskiej serii. W poprzednim wpisie skończyliśmy nasz pobyt w Kutnej Horze no i oczywiście musieliśmy wrócić do Pragi. Wybraliśmy znów pociąg i kiedy wysiedliśmy na Głównym Dworcu, przypomnieliśmy sobie o pewnej rzeczy. Na naszej okupionej licznymi (oczywiście moimi) cierpieniami pieszej wycieczce dowiedzieliśmy się, że na jednym z peronów znajdziemy figurę Nicholasa Wintona – Brytyjczyka, który uratował  tuż przed II wojną światową 669 żydowskich dzieci z terenu ówczesnej Czechosłowacji, organizując ich transport do Wielkiej Brytanii.

Czytaj dalej Czy piwo to w ogóle alkohol? – Czechy cz. III (ost.)

Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.

Trzeba w końcu coś ruszyć do przodu z tym blogiem, c’nie? Na rozgrzewkę – dla siebie i dla Was – tak sobie pomyślałam, że pójdziemy dziś troszkę na łatwiznę. Opowiem Wam o miejscu, które nie wymaga aż tylu słów co zwykle, mamy za to stamtąd mnóstwo zdjęć (wszystkie w tym wpisie pochodzą stamtąd). Czyli chyba bardziej je Wam pokażę 😉 A cała historia zaczęła się pewnego zimowego piątku w Pradze, kiedy to dzielnie kultywowaliśmy tradycję odbycia pieszej darmowej wycieczki po nowym mieście, mimo, że było tak zimno, że miałam wrażenie, że zamarza mi mózg. Albo, że stopy przymarzną mi do podłoża, jeśli chociaż sekundę pozostanę w jednym miejscu. Albo jeszcze, że lada chwila  z mojego cieknącego nosa będę wydmuchiwać sopelki. You get the idea. Z bliżej nieznanych mi przyczyn niczym masochistka trwałam na tej wycieczce i jeszcze z bolącym gardłem przekrzykiwałam tłum, żeby cośtam przetłumaczyć z angielskiego moim towarzyszom niedoli.

Czytaj dalej Kutna (C)Hora – Czechy cz. II.