Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Czasem ktoś pyta mnie, jak ogarniam codzienne życie przy dużej ilości wyjazdów. Cała tajemnica tkwi w tym, że… kompletnie nie ogarniam. Teraz w półtora tygodnia próbuję zrobić wszystko to, co powinno być zrobione przez ostatnie 3 tygodnie i jeszcze kawałek następnego. Średnio realne. Z czymś zawsze jestem do tyłu i jakoś dziwnym trafem zwykle pada na blog, który przegrywa z innymi obowiązkami. A potem mi wstyd, że znów była duża przerwa we wpisach i znów przepraszam i się tłumaczę. W ,,Trudnych sprawach” daliby mi podpis w stylu: Anna, 26, nie ogarnia, bo dużo wyjeżdża. No ale to by było na tyle moich problemów pierwszego świata. Pora na kontynuację poprzedniego wpisu!

Przed wyjazdem do Izraela sądziłam, że sporo wiem o Żydach. O ja naiwna! Czasem zarzuca się nam – Polakom, że pokazujemy ich losy tylko przez pryzmat II wojny i ich martyrologii; że niektórzy zrobili sobie z tego swego rodzaju biznes – z pokazywania turystom tylko i wyłącznie historii zagłady Żydów, ale już bez wytłumaczenia, kim tak naprawdę byli ci ludzie, jak żyli i co robią obecnie. Nie zgadzałam się z tym – byłam bardzo mocno przekonana, że muzea i cała reszta robią dobrze; w końcu to taka ważna  – choć tragiczna – część dziejów naszego kraju. Wyjazd do Izraela pokazał mi, że może i dużo wiem o historii, ale o współczesnych Żydach, szczególnie ortodoksyjnych, nie wiem kompletnie NIC. No może poza tym, jak mniej więcej wygląda tradycyjny strój mężczyzn.

Ale i tak dopiero w Izraelu zauważyłam, że wokół pasa noszą frędzle, mające im przypominać o przykazaniach. Że pejsy można sobie zawinąć wokół uszu albo podpiąć spinkami – pewnie dla wygody, ale nie ręczę za to, czy nie ma w tym jakiegoś głębszego sensu. Że pod kapeluszem często nosi się jeszcze jarmułkę, zwaną też kipą. Że niektóre grupy Żydów zastępują kapelusz – szczególnie w szabas (sobotę) wielką, futrzaną, okrągłą czapą – mimo +20 stopni na dworze. Ku swojemu zdziwieniu, po kilku dniach bez problemów zaczęłam zauważać drobne różnice w strojach – na przykład świeżo nawróceni Żydzi, którzy przyjechali z Ameryki odkrywać swoje korzenie – wyglądali jak jacyś podrabiańcy, bo tradycyjny strój próbowali skompletować ze zwykłych ubrań, a to trzeba wszystko mieć specjalne. A ortodoksyjne Żydówki? Czy mają jakiś tradycyjny strój? Byłam przekonana, że odpowiedź brzmi nie.

Widziałam w Jerozolimie sporo charakterystycznie ubranych kobiet – żeby nie powiedzieć, że brzydko, to powiedzmy, że skromnie – ale na początku przypisywałam to przypadkowi, myśląc sobie – dziwna tu ta moda. Dopiero w ortodoksyjnej dzielnicy Żydowskiej powiązałam fakty i uświadomiłam sobie, że te ich stylizacje mają uwarunkowania religijne. Typowy OOTD składa się z luźnej spódnicy o długości midi, zabudowanych płaskich butów (u młodych dziewczyn często są to adidasy), luźnej bluzki z długim rękawem (plus zwykle jakaś kurtka/żakiet na wierzch) i często też z dziwnej wełnianej czapki, bo okazuje się, że ortodoksyjne Żydówki (poza nastolatkami i dziećmi) powinny zakrywać włosy, a chyba nie wymyślili na to jakiegoś jednolitego i estetycznego sposobu typu hijab. Przypominam, że to wszystko nadal przy temperaturze rzędu +20. Poza tym zero makijażu. Kobiety wyglądają w tym wszystkim kompletnie aseksualnie i ja rozumiem, że tak właściwie to o to chodzi, ale zastanawiam się tylko, jak one się z tym czują. Przecież każda kobieta chciałaby wyglądać ładnie, a im się odbiera taką możliwość.

Z zazdrością patrzą pewnie chociażby na muzułmanki, które (w różnym stopniu) też muszą zakrywać ciało, ale wyglądają przy tym prześlicznie. Niektóre ortodoksyjne Żydówki idą podobno o poziom wyżej i zamiast tylko zasłaniać włosy, golą ją. Do teraz coś mi się robi na samą myśl. Nie wierzyłam w to, dopóki nie postanowiłam się bliżej przyjrzeć młodej Żydówce pochylającej się nad wózkiem. Czapka troszkę jej się przesunęła na głowie, mocno zwolniłam kroku, przechodząc obok niej jak gdyby nigdy nic (tak jak w bajkach, w tych scenach, co stoją, gwiżdżą i udają, że niby są tu całkiem przypadkiem) i tak patrzę, patrzę… Nagle ta pani złapała mój wzrok i myślałam, że umrę ze wstydu… Uciekłam szybko, ale miałam już dowody. Pod czapką miała króciuteńkie włosy. Biedna! Czy obcięła je, bo jej gorąco w tej czapce, czy bo mąż kazał, czy może bo religia? Nieważne, przypuszczam, że nie z własnej woli. Niektóre starsze kobiety zamiast czapek noszą peruki (jak panie na zdjęciach poniżej), uważane także za nakrycie głowy – czasem pewnie też na swoich krótkich włosach, a czasem na ogolonej głowie.

Kobiecy strój superhiperultraortodoksyjny to czarna szata zakrywająca całe ciało razem z głową, składająca się podobno z kilku warstw materiału – coś takiego widziałam tylko u jednej kobiety, modlącej się pod Ścianą Płaczu – stamtąd pochodzi część zdjęć z tego wpisu, ale ta pani chyba niestety nie załapała się na żadne. Jeśli chodzi o samą słynną Ścianę Płaczu, to sądziłam, że zobaczenie na żywo miejsca, do którego ludzie z całego świata zanoszą swoje modlitewne intencje na karteczkach, wypełniających szczeliny muru, będzie dla mnie znacznie większym duchowym przeżyciem. Tymczasem podeszłam do tego w taki bardziej dziennikarski sposób, zauważając wszystko, co może dla Was być ciekawe. Na przykład to, że kobiety i mężczyźni muszą modlić się osobno. Albo, że żeby w ogóle podejść do muru (a potem na Wzgórze Świątynne specjalną kładką), trzeba przejść kontrolę, podczas której przeszukano mi plecak (nie jakoś dokładnie, ale jednak) i pytano nas, jakiego jesteśmy wyznania. A myślałam, że to jedna z tych rzeczy, o które się nie pyta. Po prostu. Bo tak.

Poza tym, byłam zawsze  przekonana, że Żydzi to tacy pokojowi ludzie. A tu nagle ten protest (o którym pisałam w poprzednim wpisie), który wzbudził we mnie różne skojarzenia, ale na pewno nie ze spokojem. O co tu chodzi?! No i można by powiedzieć, że częściowo faktycznie o pacyfizm. Żydzi protestują, ponieważ nie chcą być wcielani do wojska, które – jak już wspominałam – jest w Izraelu obowiązkowe. Dla nich bardzo długo nie było, ale krótko przed naszym wyjazdem do Izraela zapadła decyzja, że Żydzi też mają iść do wojska. Kilka rozmów później okazało się, że sytuacja być może ma drugie dno – przy czym chciałabym wyraźnie zaznaczyć, że to nie moja opinia, a moich rozmówców. Ortodoksyjni Żydzi  płci męskiej podobno nie chcą iść do wojska, ani pracować, ponieważ religia nakazuje im poświęcenie się studiowaniu Tory.  Żyją z zasiłków od państwa, a pracują zwykle tylko  kobiety. I mają na co pracować, bo często w ortodoksyjnych rodzinach pojawia się dużo dzieci – słyszałam nawet o dziesięciorgu u pana, który jakieś 10 lat temu nawrócił się na judaizm, a wcześniej żył jak w Californication (swoją drogą, jak to możliwe, że dopiero teraz odkryłam ten serial?!). No to pracowite 10 lat!

Byłam w Izraelu oczywiście zbyt krótko, żeby przedstawić Wam teraz jakąś obiektywną i popartą licznymi argumentami prawdę. Nietrudno się domyślić, że osoby, z którymi rozmawiałam, były negatywnie nastawione do ortodoksyjnych Żydów. Na pewno jestem w stanie obalić teorię o tym, że nie pracują. Może i nie widać ich zbyt wielu pracujących poza ich własną ortodoksyjną dzielnicą, ale już tam jak najbardziej pracują. Chociażby prowadzą sklepy – najbardziej zapadł mi w pamięć jeden, w którym na półkach były setki identycznych białych koszul oraz czarnych marynarek, płaszczy i spodni. Albo kiosk z totolotkiem – bezcenny widok. Tradycyjnie ubrany Żyd w okienku, tradycyjnie ubrani Żydzi w kolejce do wysłania kuponu czy tam kupienia zdrapki. Zresztą mam nieodparte wrażenie, że wielu z nich niespecjalnie się wypuszcza poza swoje rewiry. Skąd taka myśl? Po pierwsze, słynne jest powiedzenie, że Tel Aviv się bawi, Hajfa pracuje, a Jerozolima modli. Innymi słowy – słyszałam, że w Tel Avivie ciężko w ogóle spotkać ortodoksyjnego Żyda. Za to łatwo kupić marihuanę 😉

A poza tym stąd, że kiedy usiedliśmy na chwilkę na placu zabaw, żeby odpocząć – nigdzie indziej w dzielnicy ortodoksyjnej nie było ławek, to.. Brak ławek to zresztą osobna historia – Żydzi zawsze szybko chodzą, jakby się gdzieś śpieszyli, nie rozglądają się na boki, często mają telefon przy uchu albo w ręce – na pewno zauważyliście na niektórych zdjęciach. Nie do pomyślenia, żeby mieli gdzieś przy ulicy siedzieć na ławce. Teoria pana Wojciecha Cejrowskiego – chociaż nie wiem, na ile należy mu wierzyć – jest taka, że uważają ziemskie życie za tak obrzydliwe, że nie ma się mu co nadmiernie przyglądać i dlatego chodzą jak z klapkami na oczach. Drugie możliwe wytłumaczenie jest takie, że ortodoksyjnym Żydom nie wolno patrzeć na kobiety. Serio serio! Jeśli kobieta zapyta go o drogę, to odpowiedzą, ale ostentacyjnie patrząc w bok. (Ale którędy do koszernego McDonald’s to już mi nie powiedzieli, a strasznie chciałam go zobaczyć!) Mijając kobietę na ulicy wbiją wzrok w ziemię. Więc może niektórzy wolą sobie domyślnie ustawić wzrok utkwiony w bliżej nieokreślony punkt w oddali, żeby przypadkiem nie natknął się na coś niestosownego.

I jak tak to wszystko piszę, to zaczynam mieć wrażenie, że podejście ortodoksyjnych Żydów do seksu jest obsesyjne. Pan Freud pewnie miałby więcej do powiedzenia, ale dla mnie zachowują się tak, jakby wszędzie czaił się zły niedobry seks i trzeba go było za wszelką cenę unikać albo jakby nikt nie myślał o niczym innym i trzeba było wprowadzić takie dziwne opresyjne zasady, bo inaczej świat zamieniłby się w jedną wielką orgię. W tym wszystkim na dodatek to kobieta wydaje się być ,,tą złą”, która nic nie robi, tylko kusi mężczyzn, więc trzeba jej zabronić. No i żebyśmy się zrozumieli dobrze – ja nie mam nic przeciwko Żydom ogólnie, ale każde skrajne podejście mnie przeraża, nieważne czy to fanatyzm religijny, czy jakikolwiek inny. Przy wejściu do dzielnicy ortodoksyjnej wita nas nawet napis, informujący nas, jak powinniśmy się ubrać. Przepraszam, wróć… Informujący KOBIETY, bo już ustaliliśmy, że to my nic nie robimy, tylko sprowadzamy porządnych mężczyzn na złą drogę.

Ja niechcący jednego chyba sprowadziłam. Pokutuje biedny pewnie do dziś. Miałam na sobie ubranie bardzo skromne jak na polskie standardy i bardzo gorszące jak na standardy opisane na tablicy – jeansy skinny, trampki, bluzę z kapturem. Tomasz postanowił zapytać w sklepie, czy ja w ogóle mogę tak chodzić po okolicy. No i pan sklepikarz musiał na mnie SPOJRZEĆ. Teraz to mi głupio, bo nieświadomie zrobiłam mu grzech. No ale powiedział, że spoko, nie wygonią mnie, ani nie ukamienują. I tak sobie z zaciekawieniem spacerowaliśmy, aż do placu zabaw, o którym wspomniałam na początku całej tej historii. Bawiące się tam dzieci przyglądały się nam jak przybyszom z innej planety. Jedna dziewczynka szła i zagapiła się na mnie tak, że głową wyrżnęła o poprzeczkę huśtawki. Naprawdę! I trochę to było śmieszne, tak samo, jak malutcy chłopcy na huśtawkach, którym co sekundę mamusie zakładały spadające jarmułki, a trochę straszne. I to wszystko, gdy dosłownie ulicę dalej toczy się zwyczajne życie.

No! A po wydarzeniach, których świadkami byliśmy pierwszego dnia, mieliśmy taką traumę, że widząc większą grupę Żydów na Górze Oliwnej od razu spojrzeliśmy po sobie z myślą: czy to znowu jakiś protest?! A tu nie, panowie szli sobie kulturalnie na pogrzeb – znowu sami faceci, bo podobno tylko im wolno uczestniczyć w pochówku, a kobiety mogą przyjść na cmentarz dopiero po kilku dniach. I to nie byle jaki ten cmentarz, tylko taki dla VIPów, robiący z góry niesamowite wrażenie, gdzie każdy chciałby mieć miejscówkę, chociaż to nie są tanie rzeczy. Żydzi wierzą, że osoby pochowane na zboczu Góry Oliwnej będą zbawione w pierwszej kolejności. A myślałam, że po śmierci ludziom się już nigdzie nie śpieszy!

6 myśli na temat “Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.”

  1. Kolejny świetny wpis. Nie miałem pojęcia, że w Izraelu mężczyźni będący ortodoksyjnymi wyznawcami judaizmu są utrzymankami kobiet. Nie zdziwiło mnie przeszukanie przed wejściem w obręb Ściany płaczu, wiadomo terroryzm palestyński.

    1. Strasznie się cieszę, że Ci się podobało! ;* co do bycia utrzymankami, to to raczej wygłoszona przez kogoś opinia, niż niepodważalny i stwierdzony przeze mnie fakt. Cześć mężczyzn na pewno pracuje. A pozostali? Chodzą tłumnie po ulicach w takich godzinach, że albo faktycznie nie pracują albo wszyscy są freelancerami 😉

  2. Super. Byłam pewna, że Żydowscy mężczyźni, to pracowici jak mrówki. Przecież w naszym Ostrowcu wszystkie dawne fabryki, garbarnie, sklepy, apteki, banki należały do Żydów. Cóż widocznie, nie byli ortodoksami.

    Dziwi też takie pruderyjne podejście do sexu i kobiecości…… w sumie niby to coś złego i grzesznego a dzieci mają sporo. Czy jedno nie wyklucza drugiego?

    1. Tak samo zawsze myślałam o Żydach, że są bardzo pracowici. Jest też stereotyp bogatego Żyda, który u tych ludzi z oczywistych względów się nie sprawdza.

      A co do seksu… Jak dla mnie to nic się tu nie wyklucza, bo może sprowadzili go po prostu do czegoś, co trzeba zrobić z żoną, żeby wydać na świat potomstwo. Nie wiem, nie miałam niestety okazji omawiać życia seksualnego ortodoksyjnych Żydów z nimi samymi, a jedynie z kimś z zewnątrz, kto zna ich lepiej niż ja 🙂

  3. Jeszcze jedno mnie uderzyło na fotkach. Strasznie smutne są ich cmentarze. Jednak, nasze tradycyjne w stylu Starych Powązek mają swój urok.
    Ichnie nagrobki (z daleka) wyglądają jak kontenery w dokach portowych.

    1. To wszystko prawda. Żydzi mają z tego co wiem zupełnie inne podejście do cmentarzy, niż w naszej kulturze. Dla nich to nie jest miejsce, gdzie jakoś szczególnie się chodzi odwiedzać groby, tylko miejsce nieczyste. Na Górze Oliwnej dochodzi jeszcze „tłok” – jest bardzo dużo grobów na małej przestrzeni. Ale widziałam też zupełnie inne Żydowskie cmentarze, takie bardziej jak nasz ostrowiecki Kierkut, gdzie jakkolwiek dziwnie to brzmi, można pospacerować z przyjemnością. Byleby w jarmułce, jeśli się jest mężczyzną, bo jej brakiem Tomasz się kiedyś mocno pewnym Żydom naraził 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *