Czy w Czarnobylu jest bezpiecznie? – cz. I.

Wyjazd do Czarnobyla – a właściwie Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej – był moim marzeniem od dawna. Wyjazd na Ukrainę niekoniecznie, ale kiedy Tomasz kupił tanie bilety lotnicze do Kijowa, to szybciutko powiązałam fakty – że mam niepowtarzalną szansę wreszcie zrobić to, o czym myślałam od dobrych 10 lat. Czekałam na to tak długo, że wyobrażałam sobie, że przeżyję najbardziej ekscytujący dzień swojego życia. Czy rzeczywiście tak było? Zacznijmy od początku!

Wyjazd do Czarnobyla z Kijowa miał dwie podstawowe zalety. Po pierwsze, był co najmniej dwukrotnie tańszy niż tego typu wyjazdy organizowane przez polskie firmy. Opłaca się to nawet po doliczeniu kosztów lotów (około 245 zł/2 osoby/w obie strony) i hotelu w Kijowie (około 30 euro/2 osoby/3 noce!). W dalszym ciągu to nie są tanie rzeczy, bo sama jednodniowa wycieczka kosztowała nas około 330 złotych na osobę. Dodatkowo, za około 20 złotych można było wykupić sobie lunch w stołówce na terenie zony, a za niecałe 40 – wypożyczyć licznik Geigera.

Po drugie, nie byłabym w stanie przejechać kilkuset kilometrów autokarem z Polski. Z Kijowa pozostaje nam do pokonania już jedynie dwie godziny jazdy. A drogi na Ukrainie nie są zbyt równe. Ani samochody zbyt nowe. Tomasz straszył mnie, że pewnie będziemy jechać rozklekotanym busikiem, zwanym tam marszrutką. Co prawda organizator obiecywał nam luksusowy bus z klimatyzacją i projekcją filmów dokumentalnych w drodze, ale na ile można im wierzyć? Pytanie numer 2: kto widzi nowy sarkofag reaktora numer 4 na zdjęciu poniżej?

Na miejscu zbiórki mieliśmy się pojawić na drugim końcu Kijowa o 7.30. Dla mnie środek nocy, szczególnie, że w Polsce byłaby 6.30! Byliśmy tak nieprzytomni, że zgubiliśmy się przy przesiadce w metrze na znanej nam już stacji. Piszę o tym, bo do samego końca nie mogłam uwierzyć, że nadszedł TEN dzień. Ciągle się bałam, że coś pójdzie nie tak – zabłądzimy, zgubię paszport albo zapomnę pieniędzy (z góry przy rezerwacji internetowej płaciło się tylko zaliczkę, a resztę – prawie po 250 zł – trzeba było dopłacić na miejscu).

Na umówiony przystanek dotarliśmy w ostatniej chwili. I pierwsze, co zobaczyłam, to duży autobus. Z napisem ,,English speaking group”. Nie byłam zachwycona i niewiele brakowało, żebym zaczęła tupać nóżką, że ja chcę jechać busem, jak nas poinformowano. Hurra, za autobusem stoi busik! Na tabliczce ,,Russian speaking group”. Nosz urwa! Ale, ale… Dalej jest jeszcze jeden! I to nie byle jaki, drogi i błyszczący nowością. Usłyszałam angielski, zanim zobaczyłam jakąkolwiek tabliczkę. Alleluja! Swoją drogą, trzy grupy do Czarnobyla tylko z tej jednej firmy? Chyba jednak bywa tam więcej turystów, niż się spodziewałam.

Dlaczego wcześniej wspomniałam o paszporcie? Jest on niezbędny, żeby wjechać do strefy. Najpierw zgodność podanych przez nas danych z dokumentem sprawdził nasz przewodnik, jeszcze przed odjazdem. Drugi raz paszport trzeba było okazać na granicy zony, zupełnie jakbyśmy wjeżdżali do innego kraju. Pierwszy szlaban zatrzymuje nas aż 30 kilometrów od elektrowni. Nie ma tam podwyższonego promieniowania. Panuje kategoryczny zakaz robienia zdjęć. Widzimy maszyny – jak się domyślamy – do mycia autobusów przy wyjeździe ze strefy. A może do pomiaru napromieniowania?

Oprócz tego, wycieczka wiąże się z ogromną ilością biurokracji, o czym szybko się przekonaliśmy. Dosłownie pół godziny od wyjazdu z Kijowa mieliśmy postój na stacji benzynowej, który trwał dobre 30 minut. Denerwowaliśmy się, że tracimy czas, ale przewodnik wytłumaczył nam, że musiał telefonicznie potwierdzić przyjazd grupy do strefy według listy osób. Troszkę nie chciało mi się w to na początku wierzyć, ale ilość późniejszych formalności (a może ,,formalności”, if you know what I mean) na miejscu przekonała mnie, że raczej nie kłamał.

Na początku przewodnik przedstawił nam (nieco łamanym angielskim, powszechnym na Ukrainie, ale praktycznie w 100% zrozumiałym) główne zasady, których musimy przestrzegać w strefie. Nie wolno siadać, klękać ani kłaść się na ziemi. Nie należy kłaść na ziemi także swoich rzeczy. Nie można głaskać zwierząt, chociaż podobno można spotkać tam nawet lisy zachowujące się jak oswojone psy. Zabronione jest picie, jedzenie i palenie za zewnątrz, a zanim zaczniemy jakikolwiek posiłek w busie czy budynku, należy umyć ręce. Nie powinno się niczego dotykać rękami ani np. licznikiem Geigera. Trzeba mieć na sobie pełne buty, długie spodnie i bluzkę z długim rękawem – o tym dali nam znać oczywiście z wyprzedzeniem. Z obuwia podobno można zmyć ewentualne zanieczyszczenia.

Wszystko to brzmi dość groźnie, prawda? Z drugiej strony, przewodnik zapewnił nas, że podczas wycieczki znacznie większym ryzykiem niż promieniowanie jest jazda busem, możliwość zawalenia się konstrukcji budynków czy… potencjalne problemy z policją. Jako punkt odniesienia odczytaliśmy poziom radiacji w Kijowie – 0,09 µSv/h w tamtym momencie. Dla porównania, podczas lotu samolotem na wysokości przelotowej promieniowanie wynosi do 8 µSv/h. Też nie wiedzieliście? A w strefie? Notowałam pomiary w kilku miejscach i chronologicznie się z Wami nimi podzielę.

Czy według mnie wyjazd do strefy jest bezpieczny? Gdyby tak nie było, to bym tam nie pojechała. Oczywiście, że nic nie wiadomo na pewno i możemy tylko wierzyć (lub nie) w informacje, które podaje nam ktoś inny. Jednym z filmów dokumentalnych, które obejrzeliśmy w busie, była ,,Bitwa o Czarnobyl”. Widziałam ten dokument już wcześniej, prawdopodobnie w 2006 roku, na 20-lecie wybuchu reaktora numer 4. I to chyba właśnie od tego filmu zaczęły się moje marzenia o odwiedzeniu Czarnobyla. Jedną z występujących w nim osób był Igor Kostin, pierwszy fotograf i dziennikarz, który w 1986 roku po katastrofie dotarł do elektrowni. Mimo ogromnego promieniowania, wykonał zdjęcia reaktora i likwidatorów. Zmarł. W roku 2015, w wypadku samochodowym w Kijowie, w wieku 78 lat.

P.S. Jeśli ktoś jest ciekaw nazwy biura podróży, z którym podróżowaliśmy – bardzo proszę o kontakt na fb lub Insta. Jak najbardziej polecam tę firmę, jednak z pewnych względów nie podam tu jej danych.

4 myśli na temat “Czy w Czarnobylu jest bezpiecznie? – cz. I.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *