Takie nie wiadomo co… – Monako cz. I.

Od dawna marzyłam o odwiedzeniu Monako. Ale to było takie marzenie, do którego miałam ambiwalentny (zawsze chciałam użyć tego słowa!) stosunek. Z jednej strony, Monako jest owiane aurą takiego je-ne-sais-quoi (=nie wiem czego, to wyrażenie też zawsze chciałam wykorzystać!). No wiecie, że niby panuje tam wszechobecny luksus, a całe księstwo jest niedostępne, tajemnicze i ekskluzywne – po prostu nie wydawało się miejscem dla kogoś takiego, jak ja. Wyobrażałam sobie, że życie tam wygląda mniej więcej tak, jak to, co udało nam się uchwycić na zdjęciach poniżej – Prada, Lamborghini, piękni ludzie, luksusowe hotele i ich umundurowani parkingowi.

Czytaj dalej Takie nie wiadomo co… – Monako cz. I.

Stan wyjątkowy – Nicea cz. II.

Nicejska Promenada Anglików, szczególnie oglądana wieczorem, jest tak niewiarygodnie piękna, że momentami ciężko było mi uwierzyć, że jestem tam naprawdę. A podobno im więcej się podróżuje, tym mniej się docenia kolejne miejsca. Nieprawda! W Nicei beztrosko unosiłam się nad deptakiem, napędzana endorfinami, jednak nad tym miastem nadal wisi coś, co momentami bardzo boleśnie sprowadzało mnie na ziemię. Ale zanim napiszę o tym więcej, proponuję, abyśmy w miarę możliwości chronologicznie kontynuowali zwiedzanie 😉

Czytaj dalej Stan wyjątkowy – Nicea cz. II.

Nice is nice – Nicea cz. I.

Tytułowe hasło przyprawiło mnie początkowo o malutkie WTF lub jak kto woli – o aleocochodzi, szczególnie, że zobaczyłam je gdzieś w Nicei napisane jednorodną czcionką, typu wiecie #niceisnice. Przeczytałam sobie w głowie coś w stylu: nais is nais – oby moi wykładowcy nigdy tego pseudofonetycznego zapisu nie ujrzeli… Miły jest miły?! To przecież nie ma sensu! Pewnie Wam znacznie lepiej poszło rozszyfrowywanie tego i śmiejecie się ze mnie teraz pod nosem. A śmiejcie się, zasłużyłam sobie na to tym chwilowym zaćmieniem umysłu. Tomasz dodałby pewnie jeszcze: no jaak to, absolwentka filologii angielskiej nie wie?  Wie, wie, tylko nie tak od razu! Po prostu chwilkę mi zajęło przetworzenie w mózgu tej gry słów.

Czytaj dalej Nice is nice – Nicea cz. I.

Lourdes – sacrum czy profanum? – cz. III.

Obok Fatimy, Lourdes to chyba najbardziej znane na świecie chrześcijańskie sanktuarium. Sądziłam, że szczególnie w okresie Wielkanocy stanie się ono centrum chrześcijańskiego świata. Po części dlatego mój wyjazd był naznaczony strachem przed atakiem terrorystycznym. Nie chciałam brać udziału w żadnym obleganym nabożeństwie. Tłum katolików w jednym miejscu? Spełnienie marzeń terrorysty! Chyba nie ja jedna tak myślałam, bo przed wejściami do sanktuarium postawiono ogromne kamienne donice, uniemożliwiające wjazd samochodem na jego teren. Tomasz zdecydował się pójść w Wielki Piątek na Drogę Krzyżową – wzięło w niej udział znacznie mniej osób, niż się spodziewaliśmy. Przypadek?

Czytaj dalej Lourdes – sacrum czy profanum? – cz. III.

TGV, Tarbes i Pan Paw – dużo zdjęć – Francja, cz. II.

We Francji udało mi się spełnić jedno z moich marzeń, czyli przejazd TGV (te-że-we). Nic to, że do pokonania mieliśmy zaledwie 20 km na trasie Tarbes-Lourdes. Nieważne, że na tak krótkim dystansie ten słynący z szybkości pociąg w ogóle nie zdążył się rozpędzić i nasza podróż trwała właściwie odrobinkę dłużej niż zwykłym pociągiem. Nie szkodzi też, że nie mieliśmy nawet czasu, by docenić komfortowe wnętrze składu, bo po może 10 minutach musieliśmy już wstać z wygodnych miejsc, żeby nie przegapić stacji. Co tam, że zapłaciliśmy po 4€, czyli 2 razy więcej, niż kosztowałby autobus. Jechaliśmy TGV!

Czytaj dalej TGV, Tarbes i Pan Paw – dużo zdjęć – Francja, cz. II.

Vive la France et Tomasz!

Jakiś czas temu Tomasz kupił nowy aparat. Był z nami już na Cyprze, ale to z Francji mamy pierdylion zdjęć. I to nie byle jakich! Są najpiękniejsze na świecie i jestem z nich dumna jak paw. Pan Paw! A właściwie to z Tomasza. Teraz oprócz funkcji kierownika i organizatora naszych wycieczek, spełnia się jeszcze pełniej w roli fotografa. Sami zresztą zobaczcie… Dumny Pan Paw będzie gwiazdą kolejnego wpisu. A właściwie to chyba panowie Pawiowie, bo było ich kilku, a ja nie umiem ich niestety rozróżnić.

Czytaj dalej Vive la France et Tomasz!