Nie jaram się Mickiewiczem – Wilno cz. III.

Gdyby ktoś obawiał się, że planuję opisać nasz pobyt w Wilnie nie wspominając o Ostrej Bramie, to już nie musi się bać! Z jednej strony to chyba najbardziej oczywisty punkt wizyty w stolicy Litwy – szczególnie dla nas, Polaków, dla których przez długie długie lata program nauki języka polskiego przewidywał wyuczenie się na pamięć Inwokacji do Pana Tadeusza. (Może nadal przewiduje?) A ta – lub jej strzępki – bardzo wielu z nas zostały w głowie i gdyby nie ona, to być może nawet nie skierowalibyśmy myśli w kierunku Panny świętej, co w Ostrej świeci Bramie. I tym sposobem Matka Boska Ostrobramska cieszy się w naszym kraju popularnością porównywalną chyba tylko z Matką Boską Częstochowską, a wiele osób uważa oba obrazy za cudowne.

Czytaj dalej Nie jaram się Mickiewiczem – Wilno cz. III.

Użupio – kraina jednorożców – Wilno cz. I.

Nasz wyjazd do Wilna zaczął się pechowo, jak żaden z poprzednich. I następnych. I oby już nigdy. Wybraliśmy się do Warszawy dzień wcześniej po południu, bo wystartować z Lotniska Chopina mieliśmy o 7 rano. W stolicy praktycznie zawsze śpimy w tym samym hotelu, więc mamy już w okolicy ulubionego Chińczyka od makaronu z krewetkami i drugiego od zupy pho – tam planowaliśmy zjeść kolację i z radością czekałam na nią i na spokojny wieczór w hotelowym pokoju. A takiego! Na dobry początek jakieś półtorej godziny czekaliśmy na spóźniający się autobus. Neobus, shame on you! Ładnie to tak, jak nie można się do Was dodzwonić albo podajecie na infolinii informacje rodem z 4 liter? A potem kierowca pędzi, jak szalony, bo pewnie jest już spóźniony na kolejny kurs i bijemy rekord czasu dojazdu do Warszawy i liczby przerażonych pasażerów?

Czytaj dalej Użupio – kraina jednorożców – Wilno cz. I.