Znowu ten Kijów! – cz. I.

Nieco ponad miesiąc po naszym pięknym ukraińskim Bożym Narodzeniu, wróciliśmy do naszego ukochanego Kijowa na kilka dni. To już nasz trzeci wspólny raz tam, więc bez zbędnych wstępów – proszę za mną 🙂

Czytaj dalej Znowu ten Kijów! – cz. I.

I believe I can fly… – Sardynia cz. I.

Na Sardynię wybraliśmy się na początku tego roku i prognozy pogody obiecywały nam około 20 stopni na plusie w Cagliari – stolicy tej włoskiej wyspy. W Polsce był oczywiście środek zimy i jeśli też miewacie jej serdecznie dość, to pewnie rozumiecie, jak bardzo się cieszyłam na tę zmianę klimatu. W Polsce nic tylko marznięcie, brnięcie przez śnieg albo pośniegową breję i oskrobywanie auta ze szronu, a na Sardynii miało być tak pięknie. Zapakowałam wiosenną kurtkę, trampki, cienkie bluzki. A tymczasem…

Czytaj dalej I believe I can fly… – Sardynia cz. I.

Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Czasem ktoś pyta mnie, jak ogarniam codzienne życie przy dużej ilości wyjazdów. Cała tajemnica tkwi w tym, że… kompletnie nie ogarniam. Teraz w półtora tygodnia próbuję zrobić wszystko to, co powinno być zrobione przez ostatnie 3 tygodnie i jeszcze kawałek następnego. Średnio realne. Z czymś zawsze jestem do tyłu i jakoś dziwnym trafem zwykle pada na blog, który przegrywa z innymi obowiązkami. A potem mi wstyd, że znów była duża przerwa we wpisach i znów przepraszam i się tłumaczę. W ,,Trudnych sprawach” daliby mi podpis w stylu: Anna, 26, nie ogarnia, bo dużo wyjeżdża. No ale to by było na tyle moich problemów pierwszego świata. Pora na kontynuację poprzedniego wpisu!

Czytaj dalej Gdzie śpieszą się Żydzi? – Izrael cz. IV.

Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! ;)

Wiecie, co kiedyś w nerwach powiedziałam do Tomasza? Że wyjazdu do Bratysławy mogłoby jak dla mnie równie dobrze nie być. I naprawdę tak myślałam w tamtym momencie. Że jadę do smutnego, szarego i brzydkiego postkomunistycznego miasta. Że po sam horyzont widać bloki z wielkiej płyty, a kraj jest zacofany. No właśnie – Słowacja czy Słowenia? Nawet tego nie byłam pewna bez pomocy internetu. Wiem, że moja wiedza geograficzna jest żenująca, ale pokazuje też doskonale, że aż do tego wyjazdu Bratysława była miastem, które w mojej świadomości praktycznie nie istniało.

Czytaj dalej Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! 😉

Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Jakiś czas temu, kiedy jechaliśmy Polskim Busem na trasie Kielce-Kraków, podsłuchiwałam troszkę dwójkę młodych ludzi, którzy jechali tym autobusem docelowo do Budapesztu. Chłopak czytał dziewczynie na głos fragmenty przewodnika po tym mieście. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że my również za kilka miesięcy wybierzemy się na Węgry. Ale nie byłam też świadoma wielu faktów o Budapeszcie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że powstał on z połączenia kilku miast, z których najważniejszymi były położone na przeciwnych brzegach Dunaju Buda i Peszt. Potem szybko dowiedziałam się, że Buda to ta lepsza, Peszt – ten gorszy. Czy naprawdę tak jest?

Czytaj dalej Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.