Znowu ten Kijów! – cz. I.

Nieco ponad miesiąc po naszym pięknym ukraińskim Bożym Narodzeniu, wróciliśmy do naszego ukochanego Kijowa na kilka dni. To już nasz trzeci wspólny raz tam, więc bez zbędnych wstępów – proszę za mną 🙂

Czytaj dalej Znowu ten Kijów! – cz. I.

Trochę już umiemy w Ukrainę – Kijów cz. IV (ost.)

Relację z Ukrainy zaczęłam od środka, więc na końcu chciałabym na troszkę wrócić na sam początek naszej podróży. Logiczne 😉 1 września mieliśmy wylecieć z Lublina. No i może sobie wystawili przed terminal urocze leżaki, na których było miło posiedzieć w tamten jeszcze ciepły dzień i poobserwować startujące samoloty. Może i znaleźliśmy parking za 20 zł za 4 dni (gdyby ktoś potrzebował szczegółów, proszę o wiadomość). Może i nauczona poprzednimi doświadczeniami przemyciłam część kosmetyków w drugiej kosmetyczce, której nawet nie wyjmowałam z torby. A i tak nie obyło się bez pani, która całą resztę kazała mi zapakować w absurdalnie mały woreczek strunowy. Co oni z tym mają w tym Lublinie?!

Czytaj dalej Trochę już umiemy w Ukrainę – Kijów cz. IV (ost.)

I jak tu nie kochać Słowacji? – Bratysława cz. IV (ost.)

I tak oto prawie na koniec zostały nam dwie najważniejsze atrakcje Bratysławy. Po pierwsze, zamek bratysławski, który być może dostrzegliście już gdzieś na zdjęciach w poprzednich wpisach – podobnie jak most SNP, góruje on nad miastem. Słowacy śmieją się, że wygląda trochę jak obrócony do góry nogami stół, ale mi się całkiem podobał. Szczególnie, kiedy późno w nocy wracaliśmy autobusem z Wiednia i najpierw widać było skrzący się Dunaj, a potem w górze pięknie oświetlony zamek. Na rzece jest hotel na barce i stamtąd to dopiero są widoki – te niestety widziałam tylko na zdjęciach.

Czytaj dalej I jak tu nie kochać Słowacji? – Bratysława cz. IV (ost.)

Mała, ale wariatka – Bratysława cz. III.

Słowacja to niewielki kraj – powierzchniowo jest ponad sześć razy mniejsza niż Polska i na dobrą sprawę bardzo podobnie przedstawia się stosunek liczby ludności naszych krajów. Chyba. Naszych sąsiadów jest podobno prawie 5,5 miliona, nas – niemal 38,5, ale czy tylko ja mam wrażenie, że liczba Polaków jest mocno zawyżona? Tak czy siak, nie powinno chyba dziwić, że Bratysława – z około 430 tysiącami mieszkańców- jest też jedną z najmniejszych Europejskich stolic. Z tych odwiedzonych przeze mnie mniejsza była tylko maltańska Valletta, ale to co innego, bo to już nie Europa kontynentalna.

Czytaj dalej Mała, ale wariatka – Bratysława cz. III.

Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! ;)

Wiecie, co kiedyś w nerwach powiedziałam do Tomasza? Że wyjazdu do Bratysławy mogłoby jak dla mnie równie dobrze nie być. I naprawdę tak myślałam w tamtym momencie. Że jadę do smutnego, szarego i brzydkiego postkomunistycznego miasta. Że po sam horyzont widać bloki z wielkiej płyty, a kraj jest zacofany. No właśnie – Słowacja czy Słowenia? Nawet tego nie byłam pewna bez pomocy internetu. Wiem, że moja wiedza geograficzna jest żenująca, ale pokazuje też doskonale, że aż do tego wyjazdu Bratysława była miastem, które w mojej świadomości praktycznie nie istniało.

Czytaj dalej Bo w tej Bratysławie to nic nie ma! 😉

Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Nasze ostatnie wspólne chwile w Budapeszcie zacznę od moich ulubionych miejsc w tym mieście. Pierwszym jest zdecydowanie położona na Dunaju wyspa Małgorzaty (znana też pod nazwami Margit, Margitsziget, Margaret Island). Jest niespodziewanie duża – ma aż 2,5 km długości i nawet do 500 m szerokości. Zaskakująca też jest jej funkcja – to świetnie zagospodarowane tereny rekreacyjne, gdzie mnóstwo ludzi spaceruje, biega, jeździ śmiesznymi roweropodobnymi pojazdami albo po prostu odpoczywa.

Czytaj dalej Wyspa w środku miasta?! – Budapeszt cz. IV (ost.)

Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Jakiś czas temu, kiedy jechaliśmy Polskim Busem na trasie Kielce-Kraków, podsłuchiwałam troszkę dwójkę młodych ludzi, którzy jechali tym autobusem docelowo do Budapesztu. Chłopak czytał dziewczynie na głos fragmenty przewodnika po tym mieście. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że my również za kilka miesięcy wybierzemy się na Węgry. Ale nie byłam też świadoma wielu faktów o Budapeszcie. Najbardziej zaskoczyło mnie, że powstał on z połączenia kilku miast, z których najważniejszymi były położone na przeciwnych brzegach Dunaju Buda i Peszt. Potem szybko dowiedziałam się, że Buda to ta lepsza, Peszt – ten gorszy. Czy naprawdę tak jest?

Czytaj dalej Budapeszt cz. II – ten ,,gorszy”.

Słodko-gorzka Bolonia cz. III – czy my jesteśmy w Krakowie?

Bolonia jest do bólu europejska. Coś, co w przewodniku opisane zostałoby zapewne jako ,,European charm” dla nas oznacza, że po pokonaniu całkiem sporej ilości kilometrów znajdujemy się w takim włoskim Krakowie. Przy głównym placu miasta – Piazza di Maggiore – podobieństwa są szczególnie uderzające, ale nie można mu odmówić… uroku. Europejskiego, a jakże!

Czytaj dalej Słodko-gorzka Bolonia cz. III – czy my jesteśmy w Krakowie?